Wasi mężowie też ciężko przeżywają obowiązki (przy)domowe? Mój nadal ckliwie wspomina minioną jesień :
I znów nastała jesień. Jak zwykle po podwórku walają się liście, a trawnik nie wygląda już tak fantastycznie, jak jeszcze trzy tygodnie temu. Z tego to właśnie powodu moja ukochana małżonka wysłała mnie z doroczną misją doprowadzenia trawnika i ogródka do stanu na tyle nieszkodliwego, by jesienią też można było zaprosić gości. I głowa rodziny ląduje uzbrojona w grabie, szuflę i worki na odpady. Żeby pokazać swoją dezaprobatę dla takich praktyk, postanowiłem dość beznamiętnie zabrać się do pracy, co naturalnie nie podobało się mej lubej. Po godzinie przypomniałem sobie, że przecież dziś jest mecz, a i ulubiony napój kibiców na pewno znajdzie się gdzieś w lodówkowych zakamarkach. Niesamowite, jak dobra motywacja jest w stanie czynić cuda. W ciągu następnej godziny grabie i szufla czekały już na sezon wiosenny. Natomiast pełne worki z liśćmi stały pod płotem, czekając na dogodną chwilę na wywiezienie ich przez odpowiednie służby (czy może mam to zrobić sam?). Chyba pierwszy raz udało mi się przytargać osiem worków, nie zaliczając żadnej rozsypki ciężkawej zawartości – dzięki ci, Paclanie, za mocną folię i te zabawne uszy! Żona była, o dziwo, zadowolona z wykonanej pracy, choć zapewne do końca nie zdawała sobie sprawę, dlaczego tak szybko to wszystko poszło.