Historie Kuchenne

Lipiec 3, 2009

Śmieci atakują!

Filed under: życie — Tagi: , — Julka @ 8:07 am

Sama nie wiem, czy tę historię umieścić w dziale “Dom” swojego bloga, czy może raczej w zakładce “Zabawne”. Ostatecznie zdecyduję się chyba jednak na “Życie”: takie rzeczy po prostu się zdarzają i trzeba być na nie przygotowanym. Posadanie własnego pojemnika na śmieci przed domem wymaga dwóch rzeczy: skrawka miejsca na plastikowy kontener i terminowego opłacania rachunków za wywóz nieczystości. O ile z pierwszym warunkiem nic się u nas nie zmieniło, w przypadku drugiego powstały pewne zawirowania. Przepadły dwie faktury – jedna pod naszą dłuższą nieobecność, druga w tajemniczych okolicznościach, a żadne z nas, w gąszczu cyferek, obliczeń i elektronicznych transakcji, w których co dzień siedzimy po uszy, nie zorientowało się, że oto właśnie nie płacimy za wywóz śmieci i świadcząca usługi firma ma zamiar upomnieć się o swoje. Przesłanie wezwania do zapłaty okazało się kwestią wtórną. Najpierw nastąpiło najgorsze: zabrano nam pojemnik na śmieci.

1166890_bin_garbage_trash

Nastawieni na dzień, góra dwa, nim usługi zostaną wznowione, postanowiliśmy zminimalizować produkcję domowych odpadów, zebrać wszystko do dużego worka i spokojnie poczekać na pojawienie się pojemnika. Biurokracja dała się jednak we znaki. Zanim wieść o naszej (ekspresowej bądź co bądź) wpłacie dotarła na odpowiednie biurko w siedzibie firmy zajmującej się wywożeniem śmieci, minęło dokładnie dziesięć dni. Przy trzecim worku ustawionym na schodach wejściowych do domu uznaliśmy, że czekanie nie ma sensu. Przy temperaturze średnio 28 stopni dzień w dzień, odpady zaczynały być odczuwalne, a deszcze wieczorami i w nocy nie ułatwiały sprawy – wszystko się rozmywało i spływało w dół. Przerażeni wizją rychłej wizyty służb sanitarnych, znaleźliśmy rozwiązanie, może nie idealne, ale znośne. Wykorzystując dużą przestrzeń bagażnika rodzinnego auta plus obszerny kontener na dziedzińcu w miejscu pracy, dzień w dzień fundowaliśmy pełnym odpadów workom przejażdżkę przez pół miasta, by tam się ich pozbyć. Operacja ryzykowna, ale na szczęście ktoś pomyślał kiedyś o stworzeniu worków na odpady, które mogą posłużyć w sytuacjach ekstremalnych. Supermocne, pojemne i ściągane poręczną taśmą – nic się nie wysypie, a przy przenoszeniu z miejsca na miejsce nie trzeba podtrzymywać ich od spodu. Mimo posiadania sporego zapasu w szafce z artykułami gospodarczymi, w najbliższym czasie nie planujemy powtórki z akcji wożenia śmieci.

Paclan Premium - na ekstremalne sytuacje

Paclan Premium - na ekstremalne sytuacje

Kwiecień 28, 2009

Jeden taki dzień?

Filed under: życie — Tagi: , , , , , — Julka @ 2:22 pm

Gdy podczas minionego weekendu usiadłam wygodnie z plikiem gazet w fotelu (chwilo, trwaj!), za każdego dziennika, który akurat wzięłam do ręki mogłam dowiedzieć się, że oto za kilka dni obchodzimy Światowy Dzień Ziemi. Ton przekazu był we wszystkich tytułach jeden: zbliża się święto Matki Ziemi, zatem bądźmy zwarci i gotowi, by przyjść jej z pomocą, czyli posprzątać swoje otoczenie. Zaraz zaraz, tylko tego jednego dnia? Na co dzień mam sporo do czynienia z mediami w różnej postaci, ale rzedko kiedy udaje mi się natknąć na materiał, który nawoływałby do zwyczajnego dbania o porządek “we własnym ogródku”. Owszem, głośno jest o spektakularnych akcjach pokroju działań Greenpeace czy inicjatywach z okazji przykładowego Światowego Dnia Ziemi właśnie. A na co dzień? Cisza.

Jakie są skutki takiego porządkowania od święta, widać gołym okiem. Idąc po pierwszej lepszej polskiej ulicy nie sposób nie dostrzec, że nie żyjemy w kulturze troski o środowisko naturalne. Bo jak inaczej wytłumaczyć wszechobecne odpadki na chodnikach, trawnikach, pod murami i na przystankach? Jeżeli do kosza na śmieci trzeba przejść 20 metrów, lepiej wyrzucić papier za siebie. Segregacja odpadów to już w ogóle wyższa szkoła jazdy, zwłaszcza dla panów, którzy lubują się w ustawianiu rzędem pustych puszek po piwie na ławkach, murkach i schodach. Dla przeciętnego zjadacza chleba kwestie związane z ekologią mogą wydać się bardzo odległe – bo gdzie jego puszka na murku, a gdzie  dziura ozonowa! Nie każdy musi wiedzieć, nie każdy rozumie. Ale powinno tu wystarczyć odwołanie do najzwyklejszego poczucia estetyki. Naprawdę nie jest przyjemnie spacerować między butelkami, siadać na przystanku na obklejonej gumą do żucia ławce czy rozkładać koc na łące, lawirując pomiędzy papierami i niedopałkami. Co zrobić, by śmieci nie były na stałe wpisane w polski krajobraz? Nie pisać od święta, a przemycać odpowiednie treści na co dzień. Zwracać uwagę każdemu, kto sieje wokół siebie chaos i spustoszenie. Zapytałam ostatnio pewnego pana, czy butelkę koniecznie musi stawiać na krawężniku. Pan rzucił to i owo, ale butelkę zabrał. Zwiększyć ilość pojemników na śmieci na ulicach? Wątpliwe, bo to zależy od funduszy i planów zagospodarowania miasta. Rozstawić stojaki, z których będzie można urywać worki na odpady niczym torebki w markecie? Może to by się sprawdziło, o ile jakiś trefniś nie zabrałby do domu całej rolki. W pobliżu nie ma kosza na śmieci, chowasz odpady do worka i niesiesz, aż znajdziesz pojemnik. Takie proste, a może zdziałać cuda. Może czas trafić z tym pomysłem do mediów, niekoniecznie dopiero za rok z okazji święta?

Kwiecień 26, 2009

Czas na piknik!

Zawołanie z popularnego w latach ’90. filmu dla najmłodszych wcale nie traci na aktualności. Co roku o tej samej porze z przyjemnością zamieniamy niedzielne obiady przy suto zastawionym stole na posiedzenia na łonie natury. Połączenie odpoczynku na świeżym powietrzu z delektowaniem się wiosennymi specjałami jest możliwe tylko przez krótki czas w roku. Trzeba go zatem wykorzystać jak najlepiej. Piknik ma tę zaletę, że można urządzić go dla każdego. To fajny sposób na spędzenie rodzinnego weekendu, romantycznego popołudnia tylko we dwoje, jak i towarzyskiego spotkania w szerszym gronie. Wystarczy sprzyjająca pogoda, skrawek zieleni i prowiant. Ulubionymi rekwizytami amatorów pikników są: kultowy już  koc w kratę, wiklinowy kosz pełen przysmaków i hamak. To właśnie one najlepiej kojarzą się z idyllicznym obrazem wiosennego posiłku na świeżym powietrzu. Wybierając się na odpoczynek na zielonej trawce nie można jednak zapominać o kilku praktycznych drobiazgach, które  z pewnością ułatwią przygotowanie pikniku.

165031_camping_set

Jedzenie można przygotować jeszcze w domu lub zabrać ze sobą składniki     i zadbać o  szykowanie piknikowego menu już na miejscu. Kierując się czystą wygodą –  i szybkością działania – pierwsze wersja wydaje się bardziej atrakcyjna. Wówczas potrzebujemy jedynie papierowych torebek, folii spożywczej lub aluminiowej (czyli podczas pikniku będzie towarzyszył nam Paclan), by wiosenne specjały dotarły na miejsce świeże  i  nienaruszone. Czego nie może zabraknąć w koszu pełnym smakołyków? Na pewno wiosennych kanapeczek, koreczków (do ich przygotowania można użyć różnych rodzajów serów i wędlin), owoców, warzyw, lekkich, domowych wypieków i chłodnych napojów. Przygotowując piknikowy bufet najlepiej kierować się zasadą „dla każdego coś dobrego”, tak, by podczas biesiadowania na łonie natury nikt nie poczuł się pokrzywdzony. Acha, nie zapominajmy o tym, że słodycze i kolorowe napoje lubią nie tylko ludzie. By uchronić się przed nalotem os czy innych owadów, aromatyczne przysmaki najlepiej trzymać zawinięte  w szczelną folię i nie otwierać, nim przyjdzie ich kolej.

Piknik można urządzić zarówno poza miastem, gdzie łatwiej o zielone tereny, jak i we własnym ogrodzie czy na polance w miejskim parku. Gdziekolwiek się znajdziemy, mamy obowiązek pozostawienia miejsca   w idealnym porządku. Czy to leśna polana, czy skwerek niedaleko domu, po biesiadowaniu nie może pozostać śladu! Do ekwipunku należy dołączyć zatem kilka plastikowych worków, w które szybko i sprawnie zbierzemy wszelkie odpady. By nawet ta czynność nawiązywała do obcowania z naturą, można użyć Bunny Bags, czyli worków wyposażonych w duże, „królicze” uszy. Co zrobić, gdy w okolicy nie ma kontenerów na śmieci? Zabrać pakunek do bagażnika lub zanieść do najbliższego kosza na śmieci.  W końcu chcemy, by piękne piknikowe miejsce pozostało czyste przez długi czas.

Kwiecień 3, 2009

Wielkanocne odliczanie

By nie poddać się szaleństwu przedświątecznych porządków, wielkanocnego obżarstwa i bezradności w sprzątaniu po rodzinnych posiedzeniach, postanowiłam rozpisać sobie swego rodzaju kalendarium. Mam tu wszystko: co koniecznie trzeba, co by się przydało i czego, broń Boże, nie robić. Ustaliłam, że zaczynam działać 3 dni przed Wielkanocą. Oby się trzymać grafiku, a wszystko będzie dobrze.

497227_chicken_in_broken_egg

Środa, 8 kwietnia: Gruntowne wiosenne porządki mam już za sobą, ale kapryśna pogoda sprawiła, że gdzieniegdzie, zwłaszcza na szybach, mogą jeszcze widnieć niechciane ślady zimy. Przejrzę wszystkie okna w domu, czy są nieskazitelnie czyste. Ze smugami i drobnymi zabrudzeniami sprawnie poradzi sobie ściereczka   z wysokogatunkowej mikrofibry.

Czwartek, 9 kwietnia: Jakie jest najważniejsze miejsce w domu podczas świąt? Oczywiście, rodzinny stół! Warto zadbać o to, by był lśniący i przygotowany na przyjęcie gości już kilka dni przed nadchodzącą Wielkanocą. Codzienny obrus powoli zamieniam na świąteczny, przy okazji przeprowadzam „próbę generalną” wielkanocnego wystroju. Wcześniej nie obejdzie się bez wyczyszczenia stołu odpowiednim środkiem i wypolerowania go miękką, chłonną ściereczką ( oczywiście Practi Maxi Paclan na poręcznej rolce).

Piątek, 10 kwietnia: Centrum wielkanocnego dowodzenia to bez wątpienia kuchnia. Upewniam się, że mam wszystko, czego potrzebuję, bo w trakcie świątecznych dni możliwość uzupełnienia zapasów często graniczy z cudem. Potrawy, które wymagają wcześniejszego przygotowania, już dziś goszczą w kuchni, by za dwa dni cieszyć swoim smakiem i aromatem wszystkich, którzy zasiądą za wielkanocnym stołem.

Sobota, 11 kwietnia: Co za zapachy! To właśnie dziś pora na wielkie pieczenie  i gotowanie. Niezależnie od tego, czy o świąteczne przysmaki dba sama pani domu, czy zaprasza do kuchni innych członków rodziny, warto pamiętać o kilku prostych zasadach, dzięki którym każda potrawa będzie udana. I tak: przy ciastach nieodzowny jest papier do pieczenia, przy zupach, sosach i sałatkach przydatne mogą się okazać roboty kuchenne, które w krótkim czasie posiekają czy wymieszają wszystkie składniki, a gdy dojdziemy do pieczeni, ani rusz bez foliowego rękawa.

Niedziela, 12 kwietnia: Dziś świętujemy w gronie najbliższych, nie zaprzątając sobie głowy tym, czy wszystko wokół na pewno lśni i jest pięknie podane. Po sytym śniadaniu i wystawnym obiedzie  najlepszym sposobem na relaks jest długi, wiosenny spacer. Oby w tym roku pogoda nie spłatała nam figla.

Poniedziałek, 13 kwietnia: Świętowania czas dalszy, jednak dziś, oprócz delektowania się wielkanocnymi specjałami, można pozwolić sobie na odrobinę szaleństwa. Gdy już tradycji stanie się zadość i w domu pojawią się nieuniknione   w śmigus-dyngus kałuże, z pomocą przyjdzie chłonna  ścierka do podłóg i gumowe rękawice. Taki zestaw najlepiej mieć w pogotowiu już od rana, by nikt z domowników nie zrobił sobie krzywdy na śliskiej powierzchni. Takie zabawy bywają naprawdę bolesne.

Wtorek, 14 kwietnia: Poświąteczne porządki czas zacząć. W pierwszej kolejności robię przegląd tego, co zostało na wielkanocnym stole. Jeżeli nie wszystko zostało zjedzone, na pewno się nie zmarnuje. Grunt to przełożyć świąteczne smakołyki do woreczków do mrożenia i umieść w niskiej temperaturze – w folii najwyższej jakości na pewno zachowają swój smak i aromat przez długie tygodnie.  Z całą resztą świątecznych pozostałości, czyli nieuniknionymi odpadami, można uporać się sprawnie: wystarczy kilka pojemnych i poręcznych worków na śmieci ( niebieski Multitop zawsze pod ręką), by nawet za jednym kursem do kontenera wynieść wszystkie odpady. W domu nie ma już śladu  po Wielkanocy? Ważne, by pozostała wiosenna i rodzinna atmosfera!

497227_chicken_in_broken_egg1

Marzec 28, 2009

Krokusy, przebiśniegi i… masa sprzątania

Posiadanie ogrodu, kiedy jeszcze go nie miałam, kojarzyło mi się zawsze z przyjemnością nie do opisania. Oto jest własny skrawek zieleni, z którego korzystasz kiedy tylko masz ochotę. Zielona trawka, leżaczek, hamaczek – ot, taka idylliczna wizja. Poglądy na temat własnego ogrodu zmieniły się znacznie, kiedy stałam się jego posiadaczką. Szybko pojęłam, że ten skrawek zieleni faktycznie jest własny, przez co rozumie się tylko jedno: cokolwiek jest w nim do zrobienia, robisz to własnymi rękoma. Niekoniecznie wtedy, kiedy masz na to ochotę.bez-tytulu1

Nie ma nic przyjemniejszego, niż po długiej i ponurej zimie dostrzec z okna pierwsze krokusy i przebiśniegi. Takie odkrycie przypomina jednak o nieuniknionym: wiosennych porządkach w ogrodzie. Jak na złość – w weekend, kiedy jest na to czas, leje jak z cebra i bynajmniej nie jest to przyjemny, wiosenny deszczyk. Pozostają zatem popołudnia. Wprawdzie już dłużej w ciągu dnia jest jasno, ale tak czy inaczej porządki w dzień powszedni są równoznaczne z ogromnym pośpiechem. Grunt to dobrze się zorganizować. Po szybkim przeglądzie ogrodowych narzędzi – wiekszość przetrwa jeszcze jeden sezon – zaczynam od grabienia tego, co zima pozostawiła po sobie na ziemi. Zmokłych liści i połamanych patyków jest tyle, że spędzam na tym jedno popołudnie. Drugi z rzędu dzień ogrodowego sprzątania przeznaczam na zebranie śmieci w worki i pozbycie się ich na dobre. Zadanie do najprzyjemniejszych nie należy, na szczęście z odsieczą przybywa mi Paclan ze swoimi gumowymi rękawicami i workami na odpady. Dzień trzeci to doprowadzanie do porządku klombów. Doskonale, że pierwsze kwiaty już wzeszły, szkoda tylko, że chwasty też nie chcą być gorsze. Wzdłuż alejki pojawiają się bratki – pierwsi goście w wybudzonym z zimowego letargu ogrodzie. Teraz będę tu częstym gościem. Szkoda, że rzadziej z leżakiem i hamakiem, a zdecydowanie częściej z motyką i w gumowych rękawicach.

bez-tytulu11

Theme: Banana Smoothie. Blog na WordPress.com.

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.