Historie Kuchenne

Kwiecień 28, 2009

Jeden taki dzień?

Filed under: życie — Tagi: , , , , , — Julka @ 2:22 pm

Gdy podczas minionego weekendu usiadłam wygodnie z plikiem gazet w fotelu (chwilo, trwaj!), za każdego dziennika, który akurat wzięłam do ręki mogłam dowiedzieć się, że oto za kilka dni obchodzimy Światowy Dzień Ziemi. Ton przekazu był we wszystkich tytułach jeden: zbliża się święto Matki Ziemi, zatem bądźmy zwarci i gotowi, by przyjść jej z pomocą, czyli posprzątać swoje otoczenie. Zaraz zaraz, tylko tego jednego dnia? Na co dzień mam sporo do czynienia z mediami w różnej postaci, ale rzedko kiedy udaje mi się natknąć na materiał, który nawoływałby do zwyczajnego dbania o porządek “we własnym ogródku”. Owszem, głośno jest o spektakularnych akcjach pokroju działań Greenpeace czy inicjatywach z okazji przykładowego Światowego Dnia Ziemi właśnie. A na co dzień? Cisza.

Jakie są skutki takiego porządkowania od święta, widać gołym okiem. Idąc po pierwszej lepszej polskiej ulicy nie sposób nie dostrzec, że nie żyjemy w kulturze troski o środowisko naturalne. Bo jak inaczej wytłumaczyć wszechobecne odpadki na chodnikach, trawnikach, pod murami i na przystankach? Jeżeli do kosza na śmieci trzeba przejść 20 metrów, lepiej wyrzucić papier za siebie. Segregacja odpadów to już w ogóle wyższa szkoła jazdy, zwłaszcza dla panów, którzy lubują się w ustawianiu rzędem pustych puszek po piwie na ławkach, murkach i schodach. Dla przeciętnego zjadacza chleba kwestie związane z ekologią mogą wydać się bardzo odległe – bo gdzie jego puszka na murku, a gdzie  dziura ozonowa! Nie każdy musi wiedzieć, nie każdy rozumie. Ale powinno tu wystarczyć odwołanie do najzwyklejszego poczucia estetyki. Naprawdę nie jest przyjemnie spacerować między butelkami, siadać na przystanku na obklejonej gumą do żucia ławce czy rozkładać koc na łące, lawirując pomiędzy papierami i niedopałkami. Co zrobić, by śmieci nie były na stałe wpisane w polski krajobraz? Nie pisać od święta, a przemycać odpowiednie treści na co dzień. Zwracać uwagę każdemu, kto sieje wokół siebie chaos i spustoszenie. Zapytałam ostatnio pewnego pana, czy butelkę koniecznie musi stawiać na krawężniku. Pan rzucił to i owo, ale butelkę zabrał. Zwiększyć ilość pojemników na śmieci na ulicach? Wątpliwe, bo to zależy od funduszy i planów zagospodarowania miasta. Rozstawić stojaki, z których będzie można urywać worki na odpady niczym torebki w markecie? Może to by się sprawdziło, o ile jakiś trefniś nie zabrałby do domu całej rolki. W pobliżu nie ma kosza na śmieci, chowasz odpady do worka i niesiesz, aż znajdziesz pojemnik. Takie proste, a może zdziałać cuda. Może czas trafić z tym pomysłem do mediów, niekoniecznie dopiero za rok z okazji święta?

Kwiecień 3, 2009

Wielkanocne odliczanie

By nie poddać się szaleństwu przedświątecznych porządków, wielkanocnego obżarstwa i bezradności w sprzątaniu po rodzinnych posiedzeniach, postanowiłam rozpisać sobie swego rodzaju kalendarium. Mam tu wszystko: co koniecznie trzeba, co by się przydało i czego, broń Boże, nie robić. Ustaliłam, że zaczynam działać 3 dni przed Wielkanocą. Oby się trzymać grafiku, a wszystko będzie dobrze.

497227_chicken_in_broken_egg

Środa, 8 kwietnia: Gruntowne wiosenne porządki mam już za sobą, ale kapryśna pogoda sprawiła, że gdzieniegdzie, zwłaszcza na szybach, mogą jeszcze widnieć niechciane ślady zimy. Przejrzę wszystkie okna w domu, czy są nieskazitelnie czyste. Ze smugami i drobnymi zabrudzeniami sprawnie poradzi sobie ściereczka   z wysokogatunkowej mikrofibry.

Czwartek, 9 kwietnia: Jakie jest najważniejsze miejsce w domu podczas świąt? Oczywiście, rodzinny stół! Warto zadbać o to, by był lśniący i przygotowany na przyjęcie gości już kilka dni przed nadchodzącą Wielkanocą. Codzienny obrus powoli zamieniam na świąteczny, przy okazji przeprowadzam „próbę generalną” wielkanocnego wystroju. Wcześniej nie obejdzie się bez wyczyszczenia stołu odpowiednim środkiem i wypolerowania go miękką, chłonną ściereczką ( oczywiście Practi Maxi Paclan na poręcznej rolce).

Piątek, 10 kwietnia: Centrum wielkanocnego dowodzenia to bez wątpienia kuchnia. Upewniam się, że mam wszystko, czego potrzebuję, bo w trakcie świątecznych dni możliwość uzupełnienia zapasów często graniczy z cudem. Potrawy, które wymagają wcześniejszego przygotowania, już dziś goszczą w kuchni, by za dwa dni cieszyć swoim smakiem i aromatem wszystkich, którzy zasiądą za wielkanocnym stołem.

Sobota, 11 kwietnia: Co za zapachy! To właśnie dziś pora na wielkie pieczenie  i gotowanie. Niezależnie od tego, czy o świąteczne przysmaki dba sama pani domu, czy zaprasza do kuchni innych członków rodziny, warto pamiętać o kilku prostych zasadach, dzięki którym każda potrawa będzie udana. I tak: przy ciastach nieodzowny jest papier do pieczenia, przy zupach, sosach i sałatkach przydatne mogą się okazać roboty kuchenne, które w krótkim czasie posiekają czy wymieszają wszystkie składniki, a gdy dojdziemy do pieczeni, ani rusz bez foliowego rękawa.

Niedziela, 12 kwietnia: Dziś świętujemy w gronie najbliższych, nie zaprzątając sobie głowy tym, czy wszystko wokół na pewno lśni i jest pięknie podane. Po sytym śniadaniu i wystawnym obiedzie  najlepszym sposobem na relaks jest długi, wiosenny spacer. Oby w tym roku pogoda nie spłatała nam figla.

Poniedziałek, 13 kwietnia: Świętowania czas dalszy, jednak dziś, oprócz delektowania się wielkanocnymi specjałami, można pozwolić sobie na odrobinę szaleństwa. Gdy już tradycji stanie się zadość i w domu pojawią się nieuniknione   w śmigus-dyngus kałuże, z pomocą przyjdzie chłonna  ścierka do podłóg i gumowe rękawice. Taki zestaw najlepiej mieć w pogotowiu już od rana, by nikt z domowników nie zrobił sobie krzywdy na śliskiej powierzchni. Takie zabawy bywają naprawdę bolesne.

Wtorek, 14 kwietnia: Poświąteczne porządki czas zacząć. W pierwszej kolejności robię przegląd tego, co zostało na wielkanocnym stole. Jeżeli nie wszystko zostało zjedzone, na pewno się nie zmarnuje. Grunt to przełożyć świąteczne smakołyki do woreczków do mrożenia i umieść w niskiej temperaturze – w folii najwyższej jakości na pewno zachowają swój smak i aromat przez długie tygodnie.  Z całą resztą świątecznych pozostałości, czyli nieuniknionymi odpadami, można uporać się sprawnie: wystarczy kilka pojemnych i poręcznych worków na śmieci ( niebieski Multitop zawsze pod ręką), by nawet za jednym kursem do kontenera wynieść wszystkie odpady. W domu nie ma już śladu  po Wielkanocy? Ważne, by pozostała wiosenna i rodzinna atmosfera!

497227_chicken_in_broken_egg1

Marzec 28, 2009

Krokusy, przebiśniegi i… masa sprzątania

Posiadanie ogrodu, kiedy jeszcze go nie miałam, kojarzyło mi się zawsze z przyjemnością nie do opisania. Oto jest własny skrawek zieleni, z którego korzystasz kiedy tylko masz ochotę. Zielona trawka, leżaczek, hamaczek – ot, taka idylliczna wizja. Poglądy na temat własnego ogrodu zmieniły się znacznie, kiedy stałam się jego posiadaczką. Szybko pojęłam, że ten skrawek zieleni faktycznie jest własny, przez co rozumie się tylko jedno: cokolwiek jest w nim do zrobienia, robisz to własnymi rękoma. Niekoniecznie wtedy, kiedy masz na to ochotę.bez-tytulu1

Nie ma nic przyjemniejszego, niż po długiej i ponurej zimie dostrzec z okna pierwsze krokusy i przebiśniegi. Takie odkrycie przypomina jednak o nieuniknionym: wiosennych porządkach w ogrodzie. Jak na złość – w weekend, kiedy jest na to czas, leje jak z cebra i bynajmniej nie jest to przyjemny, wiosenny deszczyk. Pozostają zatem popołudnia. Wprawdzie już dłużej w ciągu dnia jest jasno, ale tak czy inaczej porządki w dzień powszedni są równoznaczne z ogromnym pośpiechem. Grunt to dobrze się zorganizować. Po szybkim przeglądzie ogrodowych narzędzi – wiekszość przetrwa jeszcze jeden sezon – zaczynam od grabienia tego, co zima pozostawiła po sobie na ziemi. Zmokłych liści i połamanych patyków jest tyle, że spędzam na tym jedno popołudnie. Drugi z rzędu dzień ogrodowego sprzątania przeznaczam na zebranie śmieci w worki i pozbycie się ich na dobre. Zadanie do najprzyjemniejszych nie należy, na szczęście z odsieczą przybywa mi Paclan ze swoimi gumowymi rękawicami i workami na odpady. Dzień trzeci to doprowadzanie do porządku klombów. Doskonale, że pierwsze kwiaty już wzeszły, szkoda tylko, że chwasty też nie chcą być gorsze. Wzdłuż alejki pojawiają się bratki – pierwsi goście w wybudzonym z zimowego letargu ogrodzie. Teraz będę tu częstym gościem. Szkoda, że rzadziej z leżakiem i hamakiem, a zdecydowanie częściej z motyką i w gumowych rękawicach.

bez-tytulu11

Marzec 18, 2009

Być jak Bree

Filed under: dom, różne, zabawne — Tagi: , , , , — Julka @ 4:00 pm

Kto ogląda, ten wie. W kultowym już serialu Desperate Housewives, czyli po prostu Gotowe na wszystko, jest postać, która może być z powodzeniem uznana za uosobienie pojęcia idealnej pani domu. Bree van de Kamp jest perfekcjonistką w każdym calu: jej dom lśni od piwnicy aż po strych, w ogrodzie nie ma szans wyrosnąć żaden chwast, a pojedyncze spadające liście zdają się omijać ten skrawek zieleni. Kuchnia to prawdziwe królestwo Bree. Tu pani domu przygotowuje potrawy tak wymyślne, że zaproszonym gościom dech zapiera w piersi, ale też nie zapomina o domownikach. Rodzina  Bree nigdy nie dostanie na śniadanie zwykłych płatków na mleku, a na obiad podgrzanej w mikrofalówce pizzy. Nie zobaczą też jej samej w schodzonym dresie czy poplamionym T-shircie – prace domowe w kaszmirowym sweterku i szykownej sukience ozdobionej sznurem pereł to dla Bree chleb powszedni. Wzór do naśladowania? Nie dajmy się zwariować.

111308_mcross3_thanksgiving_240x320

Ilekroć oglądam ten serial, zastanawiam się, czy to, co robi ta kobieta, jest w ogóle możliwe. Goście na kolacji pięć razy w tygodniu. Wystawny obiad dla rodziny siedem razy w tygodniu. Przy każdym sprzątaniu polerowanie sreber i mycie kryształowych kandelabrów. W dodatku nigdy nie widać, by ktoś jej pomagał.  Bree jest tak zabawnie przerysowana, że aż sympatyczna. Nie można nie czuć sympatii do postaci, która jest Panią Domu przez duże “P” i swoim obowiązkom oddaje się całym sercem. Skłamałabym, mówiąc, że chciałabym być taka jak ona, choć też udaje mi się upiec koszyk pachnących ciasteczek i sprawić, że w drewnianych meblach można się przejrzeć. Nie urodziłam się Idealną Panią Domu, ale mam swoje sposoby na to, by wszystko się udawało. Bree, gdyby mieszkała w Polsce, też wiedziałaby co to Paclan.

Marzec 12, 2009

Teoria względności, czyli kto dziś posprząta?

Filed under: dom, porządki, życie — Tagi: , , , , — Julka @ 3:25 pm

Co leży u podłoża odwiecznej dyskusji par mieszkających razem zatytułowanej „Czemu tylko ja sprzątam?” ? Mam pewną teorię na ten temat, którą nie omieszkam podzielić się z Wami, drodzy Czytelnicy.

-Jak możesz tu tak spokojnie siedzieć? Nie widzisz, co się dzieje dookoła?
Takie i podobne pytania nadzwyczaj często padają, gdy właśnie relaksuje się z książką czy TV. Zawsze wtedy, gdy leżę na kanapie.
- Ale o co chodzi? Co się właściwie dzieje? – Pytam.
- No, o ten bajzel przecież. Nie przeszkadza Ci to?
- Jaki bajzel? Przecież jest porządek.



Zacytowany fragment rozmowy pięknie obrazuje sedno problemu.  Tam gdzie moja ukochana widzi stajnię Augiasza , ja widzę bluzę zawieszoną na krześle i kubek z herbatą, w którym ponad łyk czeka aż będę go potrzebował. A przecież ja też nie chcę mieszkać w brudzie, ale także połowy życia poświęcać na sprzątanie, którego efekty po upływie 24 godzin przestaną być widoczne. Osobiście mam pewne rozróżnienie, które pozwala mi określić kiedy dom wymaga sprzątania. Mianowicie: stan czystości mieszkania dzielę na:
a.Bałagan
b.Syf
Wrogiem bałaganu nie jestem, wrogiem syfu – jak najbardziej. Cały szkopuł w tym, że u mnie granica, w której bałagan zmienia się w syf leży o mniej więcej dzień czasu dalej niż u mojej małżonki.  Tym samym rzadko dochodzi do momentu, w którym odczułbym potrzebę porządków, ponieważ Pani Domu do tego nie dopuszcza. Możliwe rozwiązania?  Przeczekać. Zacisnąć zęby i dać szansę kurzowi. Niech naprawdę się go trochę uzbiera. Niech sprzątanie nie będzie tylko mało atrakcyjnym obowiązkiem. Mi pomaga fajna piosenka i gadżety dostępne na sklepowych półkach – bambusowa ściereczka, srebrna ściereczka, do wyboru, do koloru!

Paclan Practi Natura, czyli sprzątaj z bambusem

Paclan Practi Natura, czyli sprzątaj z bambusem

Marzec 4, 2009

Na błysk!

Filed under: dom, porządki — Tagi: , , , , , , , — Julka @ 7:01 pm

Kap, kap, kap…. Znacie to? Lada dzień zacznie stukać o szyby wiosenny deszczyk. Skłamałabym mówiąc, że go nie lubię – to taki coroczny zwiastun ocieplenia i mającej nadejść wkrótce zieleni. Okna trudno jednak nazwać wiosennymi, dopóki trzyma się na nich choć ślad tego, co zimowe – brudu, chlapy i zacieków. Wniosek nasuwa się sam: wiosenne mycie okien zbliża się nieuchronnie.

1111157_bubbles

Moje doświadczenia ( a określam się jako średnią krajową, czyli gospodynię domową, która ma chęci, ale cierpi na chroniczny brak czasu i koniecznej wprawy) pokazują, że nie warto zabierać się za mycie okien, gdy ma się mniej niż dwie godziny czasu. Pośpiech naszym wrogiem! Krok pierwszy: ocena sytuacji. Jedynie typowe zabrudzenia, czy gdzieniegdzie wyraźniejsze smugi? Do całości wystarczy jedna ściereczka, czy będzie trzeba je zmieniać? Krok drugi, nawet istotniejszy niż pierwszy: przygotowanie terenu. Mycie okiem to nieunikniony przeciąg, zatem jeśli w pobliżu biega dziecko – załóż mu czapkę, a jeśli na prapecie stoi wyjątkowo wrażliwa na podmuchy wiatru kosztowna rodzinna pamiątka – lepiej ją stamtąd zdejmij. Krok trzeci: szykujemy ekwipunek. Miska pełna ciepłej wody, miękka szmatka z mikrofibry, kilka kawałków ręcznika papierowego, jakieś cudo (najczęściej) w spray’u, które rozprawi się ze smugami, miękka, ale mocna gąbeczka (jak sama nazwa wskazuje – Soft Power) do okiennych ram… Uffff. I jeszcze rękawice! Gumowe, lateksowe, wszystko jedno. Byle nie fundować dłoniom wątpliwej przyjemności obcowania z detergentami.

mikrofibra-polish-star

No to do dzieła! Ile domów, tyle szkół mycia okien. Ja wypracowałam sobie swoją własną i, biorąc pod uwagę, że nie muszę przymusowo ratować się zasuwaniem rolet, gdy przychodzą goście – chyba całkiem dobrą. Najpierw czysta woda – miękką, obszerną ścierką zmywamy pierwszy brud. Psik, psik – aerozol/pianka/płyn (niepotrzebne skreślić) w akcji. A teraz – na błysk! Tkanina to zdecydowanie więcej niż połowa sukcesu, dlatego bez wysokogatunkowej mikrofibry całą operację można spisać na straty. Kilka ruchów i mamy pięknie wypolerowane. W zakamarkach między szybą a ramą można użyć tej samej ściereczki lub papierowego ręcznika. A do ram? Woda plus gąbeczka, obejdzie się bez płynu. I gotowe. Wiosenny deszczyk, choć uoczy, nie będzie teraz mile widziany :)

1111157_bubbles1

Luty 24, 2009

Z pamiętnika Pana Domu

Filed under: dom, porządki, życie — Tagi: , , , , , , — Julka @ 3:54 pm

Co roku o tej porze przychodzi mi na myśl, że urodziłem się nie w tej co trzeba strefie klimatycznej. Od kilku tygodni nie widzę za oknem nic innego, jak wszelkie możliwe odcienie szarości i wszelkie możliwe rodzaje opadów.    W poniedziałek brnę w śniegu po kolana, by już w środę tonąć w wodzie po kostki, a w piątek w błocie. Jest pięknie. Jeszcze piękniej, niż na zewnątrz, sprawy się mają w okolicach domu – na podjeździe, ścieżce, w garażu i w piwnicy. By przejść w miarę suchą stopą z samochodu do drzwi wejściowych, nie obejdzie się bez szufli, miotły i wiaderka piasku. A co w garażu? To już wyższa szkoła jazdy.

Doświadczenie nauczyło mnie, że w miesiącach zimowych, zwłaszcza wtedy, gdy wszystko zaczyna płynąć, nie zapuszczać się w podziemne części domu bez odpowiedniego asortymentu. Składają się na niego: mop, wiadro, kilka chłonnych, mocnych i obszernych ścierek do podłogi i paczka gąbeczek-czyścików. No i kalosze, rzecz jasna. Nasz dom, jak zapewne wiele innych, ma tę uroczą właściwość, że wodę z zewnątrz chętnie przyjmuje, ale sam się jej raczej nie pozbywa. Od tego jestem ja, gospodarz, i jego ekwipunek. A więc nabieram do wiadra, wylewam, ścieram, wyrzymam, znów wylewam… Kilka takich rundek i jest względnie sucho, pozostaje samo zmycie na czysto ubrudzonych podłóg i doprpwadzenie do stanu używalności wszelkich detali, które w tej garażowej powodzi znalazły się o kilka centymetrów za nisko.      Z pomocą przychodzą mi kolorowe gąbeczki, druciaki, czyściki i inne bajery, które rzekomo mają zastosowanie tylko w kuchni, z czym absolutnie się nie zgodzę. Tak doprowadzony do ładu garaż plus skrawek piwnicy to pomysł na zagospodarowanie minimum dwóch godzin, ale w zasadzie co innego można zaplanować, gdy pogoda taka a nie inna? Żeby nie było, że luty w Polsce nie dostarcza rozrywek.

Luty 13, 2009

Jak nie mieć pecha?

Dziś piątek 13-stego, nie trzeba być miłośnikiem filmów grozy, by mieć się na baczności i spodziewać najgorszego. Także w kuchni. Zainspirowana wiadomą datą, postanowiłam stworzyć wpis, który może okazać się dla Was pomocny. W telegraficznym skrócie: jak sobie poradzić, gdy w kuchni dopadnie Cię pech?

Problem numer jeden: brud na płycie ceramicznej. U mnie na czele peletonu kuchennych zmagań, bo dopada mnie wyjątkowo często. Płyta ma to do siebie, że brud gości na niej przy byle zachlapaniu, a usunięcie go wymaga nie lada zręczności. Czyścik musi być i skuteczny, i delikatny, a o to niełatwo. Przetartej powierzchni po jednym z wynalazków nie udało mi się zniwelować niczym innym – została i będzie straszyć przez długie lata. Na to już nic nie poradzę, ale teraz nie zabieram się za czyszczenie płyty, jeśli nie mam pod ręką Soft Power. Trawestując dobrze znany slogan reklamowy – “bezwzględny dla brudu, łagodny dla ceramiki”.

Soft Power - silny, ale delikatny

Soft Power - silny, ale delikatny

Problem numer dwa: coś się rozlało! Bez tego kuchnia nie byłaby kuchnią, nawet jeśli mieszkasz sama. Jeśli domowników jest więcej, a pośród nich także dziś, szanse na powierzchnie bez zacieków maleją do zera. Jak z tego wybrnąć? W szafce/szufladzie/schowku wcale nie trzeba gromadzić arsenału ściereczek, wystarczy jedna, a skuteczna. Chłonna, dobrze zbierająca, nadająca się do każdej powierzchni. Do ścierania na sucho lub na mokro. Najzwyklejszy ręcznik papierowy też zdaje egzamin, choćby dlatego, że rolka jest zawsze pod ręką i można z niej wygodnie urwać kolejny kawałek. Połączenie jednorazowego ręcznika z superfunkcjonalną ściereczką – to dopiero byłoby coś! I uwierzcie, że takie cudo istnieje :)

Problem numer trzy: przypalone garnki, patelnie, żaroodporne naczynia… Znacie to? Nie uwierzę, że nie. Leżące godzinami w zlewie, by odmoknąć, nie wyglądają specjalnie estetycznie. Płyn to nie wszystko, trzeba czymś jeszcze zetrzeć pozostałości po smakowitym obiedzie. Gąbka odpada, trzeba rozejrzeć się za czymś mocniejszym. Druciak? Owszem, ale nie byle jaki, bo porysuje naczynia i podrażni dłonie. Na szczęście wymyślono jego delikatniejsze wersje, bardziej miękkie, a równie skuteczne (na przykład Paclan Spiro).

Z takim arsenałem pomocy żaden pech Was w kuchni nie dopadnie!

Luty 2, 2009

Można prościej!

Filed under: porządki, zabawne — Tagi: , , , , — Julka @ 11:35 pm

A wiecie, że wystarczyłaby Mikrofibra Połysk? No, i ta drabina może :)

Z pamiętnika Pana Domu

Filed under: porządki — Tagi: , , — Julka @ 11:26 pm

Bez wątpienia małżonek pozazdrościł mi ostatniego postu. Jemu też przecież przytrafiła się kiedyś prawdziwa katastrofa! A zatem…

Od jakiegoś czasu nosiłem się z zamiarem wyremontowania łazienki.           W końcu, po wszystkich naradach z małżonką, jak ma to wyglądać i co trzeba jeszcze zrobić, zdecydowaliśmy, że w przyszłym tygodniu ruszamy z remontem. Więc zaczęły się zakupy, wybieranie płytek, nowej wanny, i tym podobnych artykułów. Ale zakupy i plany to jedno, a co w domu, to drugie…
Od ostatnich świąt w naszym domu zagościł czworonożny przyjaciel. Córka jest zachwycona, bo nasz mały, jak na razie, piesek, jest stworzeniem bardzo pociesznym i w sumie nic, tylko je i śpi. Tak nam się przynajmniej wydawało. I nagle, kiedy prace w łazience w końcu ruszyły, okazało się, że mała, słodka kulka sierści potrafi nieźle nabroić. Przyjechaliśmy z zakupów, na których oprócz kafli, kupiliśmy trzy worki kleju. Wszystko było pięknie do następnego dnia, kiedy to po powrocie z pracy zobaczyłem te worki w strzępach, a mojego psa nie w czarnym, a w białym kolorze. To był początek, bo po chwili moim oczom ukazał się kadr wyjęty z filmu wojennego. Kochany szczeniaczek rozniósł całość kleju po podłodze, bynajmniej nie tylko w samej łazience. I tak, sobotni wieczór spędziłem nie z gazetą, a ze ścierką do podłóg w dłoni. Mocną i chłonną chociaż, dobre i to.

Starsze wpisy »

Theme: Banana Smoothie. Blog na WordPress.com.

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.