Polska w latach ’40 zniszczona była wojną. Krwawe rządy prowadził nieco później stalinowski reżim. Nic więc dziwnego, że Stany Zjednoczone były ziemią obiecaną dla Europejczyków. Wskazuje na to też wystawa, która niedawno była do obejrzenia w Krakowie. Ale i w Stanach nie było tak różowo, jak wskazywałyby na to poniższe obrazki. Przecież to czas, kiedy zostaje zrzucona bomba atomowa, kiedy na dwa obozy dzieli się świat. Z drugiej strony: to czasy Joe Di Maggio (dla niewtajemniczonych jest to największa ikona sportu w USA) czy też Kobiecej Ligi Baseball’u, którą to znamy z filmu Ich Własna Liga z Madonna, Geeną Davies czy Tomem Hanksem.
Graficznie i reklamowo czasy te są niezwykle idealizowane. Szczytem szczęścia jest dom na przedmieściach i dobra posada, najlepiej w korporacji lub zakładzie pracy położonym w sielskiej podmiejskiej dzielnicy. Role w rodzinie są twardo podzielone. Układ ten już dąży do krachu, który pokazał choćby Sam Mendes w filmie Droga do szczęścia z Leo Di Caprio i Kate Winslet. Polecam ! Poniższe grafiki pochodzą se strony retrorenovation.com, która jest jedną z moich ulubionych. Autorka zbiera zdjęcia z kampanii marketingowych, właśnie z lat 40.

Home sweet home. A kuchnia w zabudowie. Architektura tego rozwiązania kuchni dziś jest obowiązującym standardem. A pamiętacie polskie kuchnie lat ’70. ? Poniżej wprawdzie stołówka, ale też jest zabawnie.
Rodzina na swoim.

Reklama oświetlenia General Electric. Jak widać, i tatuś może w kuchni popracować. Osobiście jednak uważam styl “ciągle pod krawatem” za męczący. Ale widzieliście w jakimkolwiek filmie z tego okresu mężczyznę w innym ubiorze?
I dlatego właśnie urzekł mnie plakat, który w stosownej chwili ma szansę zagościć w każdej kuchni. Zwłaszcza tam, gdzie produkty z gamy Family Products są już dobrze znane. W gorączkowej codziennej bieganinie przyjemnie mieć obok siebie choć skrawek klimatów retro. Dla pani z plakatu z pewnością czas płynął wolniej a bulgoczący na ogniu schab był jedynym, co zaprzątało jej głowę w, dajmy na to, środowe przedpołudnie, ale mimo to nie czuję wobec niej żadnej zawiści. Mogę sobie za to co rano puścić do niej oko, gdy dwoję się i troję, by zdążyć z pierwszym śniadaniem, o przygotowaniu drugiego nie wspominając. Żadna Superbohaterka z pudełka jakoś w takich sytuacjach nie spieszy z pomocą, niech się zatem w ogóle nie rzuca w oczy.