Historie Kuchenne

Marzec 4, 2009

Na błysk!

Filed under: dom, porządki — Tagi: , , , , , , , — Julka @ 7:01 pm

Kap, kap, kap…. Znacie to? Lada dzień zacznie stukać o szyby wiosenny deszczyk. Skłamałabym mówiąc, że go nie lubię – to taki coroczny zwiastun ocieplenia i mającej nadejść wkrótce zieleni. Okna trudno jednak nazwać wiosennymi, dopóki trzyma się na nich choć ślad tego, co zimowe – brudu, chlapy i zacieków. Wniosek nasuwa się sam: wiosenne mycie okien zbliża się nieuchronnie.

1111157_bubbles

Moje doświadczenia ( a określam się jako średnią krajową, czyli gospodynię domową, która ma chęci, ale cierpi na chroniczny brak czasu i koniecznej wprawy) pokazują, że nie warto zabierać się za mycie okien, gdy ma się mniej niż dwie godziny czasu. Pośpiech naszym wrogiem! Krok pierwszy: ocena sytuacji. Jedynie typowe zabrudzenia, czy gdzieniegdzie wyraźniejsze smugi? Do całości wystarczy jedna ściereczka, czy będzie trzeba je zmieniać? Krok drugi, nawet istotniejszy niż pierwszy: przygotowanie terenu. Mycie okiem to nieunikniony przeciąg, zatem jeśli w pobliżu biega dziecko – załóż mu czapkę, a jeśli na prapecie stoi wyjątkowo wrażliwa na podmuchy wiatru kosztowna rodzinna pamiątka – lepiej ją stamtąd zdejmij. Krok trzeci: szykujemy ekwipunek. Miska pełna ciepłej wody, miękka szmatka z mikrofibry, kilka kawałków ręcznika papierowego, jakieś cudo (najczęściej) w spray’u, które rozprawi się ze smugami, miękka, ale mocna gąbeczka (jak sama nazwa wskazuje – Soft Power) do okiennych ram… Uffff. I jeszcze rękawice! Gumowe, lateksowe, wszystko jedno. Byle nie fundować dłoniom wątpliwej przyjemności obcowania z detergentami.

mikrofibra-polish-star

No to do dzieła! Ile domów, tyle szkół mycia okien. Ja wypracowałam sobie swoją własną i, biorąc pod uwagę, że nie muszę przymusowo ratować się zasuwaniem rolet, gdy przychodzą goście – chyba całkiem dobrą. Najpierw czysta woda – miękką, obszerną ścierką zmywamy pierwszy brud. Psik, psik – aerozol/pianka/płyn (niepotrzebne skreślić) w akcji. A teraz – na błysk! Tkanina to zdecydowanie więcej niż połowa sukcesu, dlatego bez wysokogatunkowej mikrofibry całą operację można spisać na straty. Kilka ruchów i mamy pięknie wypolerowane. W zakamarkach między szybą a ramą można użyć tej samej ściereczki lub papierowego ręcznika. A do ram? Woda plus gąbeczka, obejdzie się bez płynu. I gotowe. Wiosenny deszczyk, choć uoczy, nie będzie teraz mile widziany :)

1111157_bubbles1

Luty 24, 2009

Z pamiętnika Pana Domu

Filed under: dom, porządki, życie — Tagi: , , , , , , — Julka @ 3:54 pm

Co roku o tej porze przychodzi mi na myśl, że urodziłem się nie w tej co trzeba strefie klimatycznej. Od kilku tygodni nie widzę za oknem nic innego, jak wszelkie możliwe odcienie szarości i wszelkie możliwe rodzaje opadów.    W poniedziałek brnę w śniegu po kolana, by już w środę tonąć w wodzie po kostki, a w piątek w błocie. Jest pięknie. Jeszcze piękniej, niż na zewnątrz, sprawy się mają w okolicach domu – na podjeździe, ścieżce, w garażu i w piwnicy. By przejść w miarę suchą stopą z samochodu do drzwi wejściowych, nie obejdzie się bez szufli, miotły i wiaderka piasku. A co w garażu? To już wyższa szkoła jazdy.

Doświadczenie nauczyło mnie, że w miesiącach zimowych, zwłaszcza wtedy, gdy wszystko zaczyna płynąć, nie zapuszczać się w podziemne części domu bez odpowiedniego asortymentu. Składają się na niego: mop, wiadro, kilka chłonnych, mocnych i obszernych ścierek do podłogi i paczka gąbeczek-czyścików. No i kalosze, rzecz jasna. Nasz dom, jak zapewne wiele innych, ma tę uroczą właściwość, że wodę z zewnątrz chętnie przyjmuje, ale sam się jej raczej nie pozbywa. Od tego jestem ja, gospodarz, i jego ekwipunek. A więc nabieram do wiadra, wylewam, ścieram, wyrzymam, znów wylewam… Kilka takich rundek i jest względnie sucho, pozostaje samo zmycie na czysto ubrudzonych podłóg i doprpwadzenie do stanu używalności wszelkich detali, które w tej garażowej powodzi znalazły się o kilka centymetrów za nisko.      Z pomocą przychodzą mi kolorowe gąbeczki, druciaki, czyściki i inne bajery, które rzekomo mają zastosowanie tylko w kuchni, z czym absolutnie się nie zgodzę. Tak doprowadzony do ładu garaż plus skrawek piwnicy to pomysł na zagospodarowanie minimum dwóch godzin, ale w zasadzie co innego można zaplanować, gdy pogoda taka a nie inna? Żeby nie było, że luty w Polsce nie dostarcza rozrywek.

Luty 2, 2009

Można prościej!

Filed under: porządki, zabawne — Tagi: , , , , — Julka @ 11:35 pm

A wiecie, że wystarczyłaby Mikrofibra Połysk? No, i ta drabina może :)

Theme: Banana Smoothie. Blog na WordPress.com.

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.