Historie Kuchenne

Sierpień 17, 2009

Chcemy pić!

Filed under: dom — Tagi: , , — Julka @ 8:54 am

Anomalia pogodowe w Polsce rzeczywiście stały się faktem, a globalne ocieplenie przestało być pustym sloganem. Odczuwamy to my, odczuwają nasi milusińscy, odczuwają też rośliny. Mimo regularnego, czyli jednakowego jak i o innych porach roku podlewania, wyglądają coraz marniej, zarówno te domowe, jak i ogrodowe czy balkonowe. Wygląda zatem na to, że samo podlewanie nie wystarczy tą letnią, monsunową porą. Co robić, by rośliny do jesieni nie straciły nic ze swego uroku, a jeśli już tak się stanie – straciły jak najmniej?

1183443_containers_on_a_boat

Podlewanie częściej lub większą ilością wody niż zwykle może przynieść skutek odwrotny do zamierzonego, więc nie ma co ryzykować. Pozostaje skrapianie roślin „od góry” pomiędzy kolejnymi porcjami wody do doniczki (nie zaszkodzi też przecieranie liści, zwłaszcza tych bardziej obszernych, wilgotną, miękką szmatką, na przykład z mikrofibry), a w przypadku roślin ogrodowych i trawników – zorganizowanie ogólnie pojętego zraszania. Może to być polewanie strumieniem wody ze zwykłego węża ogrodowego, bądź zamontowanie profesjonalnego, mechanicznego zraszacza. Kolejna istotna kwestia: we wnętrzach przestawmy rośliny tam, gdzie promienie słoneczne nie operują tak mocno. Nawet te kwiaty, które z definicji lubią słoneczko i zawsze lgną do światła, przy temperaturze 35 stopni Celsjusza w cieniu i koszmarnej duchocie mogą poczuć się co najmniej mało komfortowo. Domowe aranżacje florystyczne muszą na jakiś czas zejść na drugi plan i nawet jeśli czerwona doniczka nie pasuje między tymi niebieskimi na parapecie, gdzie zazwyczaj króluje cień – tam właśnie powinna trafić. Kontrola przede wszystkim! Sprawdzajmy poziom wilgotności roślin codziennie rano i wieczorem. Przy tropikalnych wręcz jak na naszą strefę klimatyczną upałach nawet kilka godzin bez uzupełnienia wody może okazać się ostatnimi godzinami z życia ukochanej pokojowej roślinki. A byłoby przecież szkoda.

1140035_plant_leaf

Kwiecień 3, 2009

Wielkanocne odliczanie

By nie poddać się szaleństwu przedświątecznych porządków, wielkanocnego obżarstwa i bezradności w sprzątaniu po rodzinnych posiedzeniach, postanowiłam rozpisać sobie swego rodzaju kalendarium. Mam tu wszystko: co koniecznie trzeba, co by się przydało i czego, broń Boże, nie robić. Ustaliłam, że zaczynam działać 3 dni przed Wielkanocą. Oby się trzymać grafiku, a wszystko będzie dobrze.

497227_chicken_in_broken_egg

Środa, 8 kwietnia: Gruntowne wiosenne porządki mam już za sobą, ale kapryśna pogoda sprawiła, że gdzieniegdzie, zwłaszcza na szybach, mogą jeszcze widnieć niechciane ślady zimy. Przejrzę wszystkie okna w domu, czy są nieskazitelnie czyste. Ze smugami i drobnymi zabrudzeniami sprawnie poradzi sobie ściereczka   z wysokogatunkowej mikrofibry.

Czwartek, 9 kwietnia: Jakie jest najważniejsze miejsce w domu podczas świąt? Oczywiście, rodzinny stół! Warto zadbać o to, by był lśniący i przygotowany na przyjęcie gości już kilka dni przed nadchodzącą Wielkanocą. Codzienny obrus powoli zamieniam na świąteczny, przy okazji przeprowadzam „próbę generalną” wielkanocnego wystroju. Wcześniej nie obejdzie się bez wyczyszczenia stołu odpowiednim środkiem i wypolerowania go miękką, chłonną ściereczką ( oczywiście Practi Maxi Paclan na poręcznej rolce).

Piątek, 10 kwietnia: Centrum wielkanocnego dowodzenia to bez wątpienia kuchnia. Upewniam się, że mam wszystko, czego potrzebuję, bo w trakcie świątecznych dni możliwość uzupełnienia zapasów często graniczy z cudem. Potrawy, które wymagają wcześniejszego przygotowania, już dziś goszczą w kuchni, by za dwa dni cieszyć swoim smakiem i aromatem wszystkich, którzy zasiądą za wielkanocnym stołem.

Sobota, 11 kwietnia: Co za zapachy! To właśnie dziś pora na wielkie pieczenie  i gotowanie. Niezależnie od tego, czy o świąteczne przysmaki dba sama pani domu, czy zaprasza do kuchni innych członków rodziny, warto pamiętać o kilku prostych zasadach, dzięki którym każda potrawa będzie udana. I tak: przy ciastach nieodzowny jest papier do pieczenia, przy zupach, sosach i sałatkach przydatne mogą się okazać roboty kuchenne, które w krótkim czasie posiekają czy wymieszają wszystkie składniki, a gdy dojdziemy do pieczeni, ani rusz bez foliowego rękawa.

Niedziela, 12 kwietnia: Dziś świętujemy w gronie najbliższych, nie zaprzątając sobie głowy tym, czy wszystko wokół na pewno lśni i jest pięknie podane. Po sytym śniadaniu i wystawnym obiedzie  najlepszym sposobem na relaks jest długi, wiosenny spacer. Oby w tym roku pogoda nie spłatała nam figla.

Poniedziałek, 13 kwietnia: Świętowania czas dalszy, jednak dziś, oprócz delektowania się wielkanocnymi specjałami, można pozwolić sobie na odrobinę szaleństwa. Gdy już tradycji stanie się zadość i w domu pojawią się nieuniknione   w śmigus-dyngus kałuże, z pomocą przyjdzie chłonna  ścierka do podłóg i gumowe rękawice. Taki zestaw najlepiej mieć w pogotowiu już od rana, by nikt z domowników nie zrobił sobie krzywdy na śliskiej powierzchni. Takie zabawy bywają naprawdę bolesne.

Wtorek, 14 kwietnia: Poświąteczne porządki czas zacząć. W pierwszej kolejności robię przegląd tego, co zostało na wielkanocnym stole. Jeżeli nie wszystko zostało zjedzone, na pewno się nie zmarnuje. Grunt to przełożyć świąteczne smakołyki do woreczków do mrożenia i umieść w niskiej temperaturze – w folii najwyższej jakości na pewno zachowają swój smak i aromat przez długie tygodnie.  Z całą resztą świątecznych pozostałości, czyli nieuniknionymi odpadami, można uporać się sprawnie: wystarczy kilka pojemnych i poręcznych worków na śmieci ( niebieski Multitop zawsze pod ręką), by nawet za jednym kursem do kontenera wynieść wszystkie odpady. W domu nie ma już śladu  po Wielkanocy? Ważne, by pozostała wiosenna i rodzinna atmosfera!

497227_chicken_in_broken_egg1

Marzec 4, 2009

Na błysk!

Filed under: dom, porządki — Tagi: , , , , , , , — Julka @ 7:01 pm

Kap, kap, kap…. Znacie to? Lada dzień zacznie stukać o szyby wiosenny deszczyk. Skłamałabym mówiąc, że go nie lubię – to taki coroczny zwiastun ocieplenia i mającej nadejść wkrótce zieleni. Okna trudno jednak nazwać wiosennymi, dopóki trzyma się na nich choć ślad tego, co zimowe – brudu, chlapy i zacieków. Wniosek nasuwa się sam: wiosenne mycie okien zbliża się nieuchronnie.

1111157_bubbles

Moje doświadczenia ( a określam się jako średnią krajową, czyli gospodynię domową, która ma chęci, ale cierpi na chroniczny brak czasu i koniecznej wprawy) pokazują, że nie warto zabierać się za mycie okien, gdy ma się mniej niż dwie godziny czasu. Pośpiech naszym wrogiem! Krok pierwszy: ocena sytuacji. Jedynie typowe zabrudzenia, czy gdzieniegdzie wyraźniejsze smugi? Do całości wystarczy jedna ściereczka, czy będzie trzeba je zmieniać? Krok drugi, nawet istotniejszy niż pierwszy: przygotowanie terenu. Mycie okiem to nieunikniony przeciąg, zatem jeśli w pobliżu biega dziecko – załóż mu czapkę, a jeśli na prapecie stoi wyjątkowo wrażliwa na podmuchy wiatru kosztowna rodzinna pamiątka – lepiej ją stamtąd zdejmij. Krok trzeci: szykujemy ekwipunek. Miska pełna ciepłej wody, miękka szmatka z mikrofibry, kilka kawałków ręcznika papierowego, jakieś cudo (najczęściej) w spray’u, które rozprawi się ze smugami, miękka, ale mocna gąbeczka (jak sama nazwa wskazuje – Soft Power) do okiennych ram… Uffff. I jeszcze rękawice! Gumowe, lateksowe, wszystko jedno. Byle nie fundować dłoniom wątpliwej przyjemności obcowania z detergentami.

mikrofibra-polish-star

No to do dzieła! Ile domów, tyle szkół mycia okien. Ja wypracowałam sobie swoją własną i, biorąc pod uwagę, że nie muszę przymusowo ratować się zasuwaniem rolet, gdy przychodzą goście – chyba całkiem dobrą. Najpierw czysta woda – miękką, obszerną ścierką zmywamy pierwszy brud. Psik, psik – aerozol/pianka/płyn (niepotrzebne skreślić) w akcji. A teraz – na błysk! Tkanina to zdecydowanie więcej niż połowa sukcesu, dlatego bez wysokogatunkowej mikrofibry całą operację można spisać na straty. Kilka ruchów i mamy pięknie wypolerowane. W zakamarkach między szybą a ramą można użyć tej samej ściereczki lub papierowego ręcznika. A do ram? Woda plus gąbeczka, obejdzie się bez płynu. I gotowe. Wiosenny deszczyk, choć uoczy, nie będzie teraz mile widziany :)

1111157_bubbles1

Luty 2, 2009

Można prościej!

Filed under: porządki, zabawne — Tagi: , , , , — Julka @ 11:35 pm

A wiecie, że wystarczyłaby Mikrofibra Połysk? No, i ta drabina może :)

Theme: Banana Smoothie. Blog na WordPress.com.

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.