Historie Kuchenne

Czerwiec 18, 2009

Pyszne burritos

Filed under: kuchnia, Uncategorized — Tagi: , , — Julka @ 7:52 am

Na wyprawę do Meksyku nie każdy może sobie pozwolić, ale na zakosztowanie w meksykańskiej kuchni – owszem. Opcje są dwie: wybieramy się do tradycyjnej restauracji lub stawiamy sobie poprzeczkę wyżej i próbujemy wyczarować coś meksykańskiego we własnej kuchni. Dla zainteresowanych tą drugą propozycją przepis na danie, które w Meksyku jest chyba najbardziej popularne – burritos.

burritos

Burritos z kurczakiem

Składniki:

gotowe ciasto – tortilla

1 filet z kurczaka

2 puszki czerwonej fasoli

1 puszka siekanych pomidorów

2 duże cebule

2 ząbki czosnku

20-30 dkg sera żółtego

1 papryczka chili lub przyprawa chili

szczypiorek

oliwa

przyprawy: pieprz, sól, bazylia, oregano, pół łyżeczki cynamonu

Jak to zrobić?

Kurczaka pokrojonego w kostkę przyprawiamy na ostro i zostawiamy na parę godzin (taki jest najlepszy, ale jak się bardzo spieszy, to można od razu usmażyć). Wrzucamy na mocno rozgrzaną oliwę i smażymy chwilę na dużym ogniu.
Kurczaka przekładamy do naczynia i smażymy pokrojony w kostkę czosnek i cebulę skrojoną w krążki. Fasolę odcedzamy i wrzucamy na patelnię. Wszystko razem smażymy, dodajemy pomidory. Wszystkie składniki z patelni wrzucamy do naczynia z kurczakiem, doprawiamy papryczką chili, pieprzem, solą, oregano i wszystko dusimy ok. 10 minut. Na koniec, przed zawinięciem farszu w gotowe krążki tortilli, wrzucamy bazylię i posypujemy pokrojonym szczypiorem.

343958_mexican_tacos

Kwiecień 3, 2009

Wielkanocne odliczanie

By nie poddać się szaleństwu przedświątecznych porządków, wielkanocnego obżarstwa i bezradności w sprzątaniu po rodzinnych posiedzeniach, postanowiłam rozpisać sobie swego rodzaju kalendarium. Mam tu wszystko: co koniecznie trzeba, co by się przydało i czego, broń Boże, nie robić. Ustaliłam, że zaczynam działać 3 dni przed Wielkanocą. Oby się trzymać grafiku, a wszystko będzie dobrze.

497227_chicken_in_broken_egg

Środa, 8 kwietnia: Gruntowne wiosenne porządki mam już za sobą, ale kapryśna pogoda sprawiła, że gdzieniegdzie, zwłaszcza na szybach, mogą jeszcze widnieć niechciane ślady zimy. Przejrzę wszystkie okna w domu, czy są nieskazitelnie czyste. Ze smugami i drobnymi zabrudzeniami sprawnie poradzi sobie ściereczka   z wysokogatunkowej mikrofibry.

Czwartek, 9 kwietnia: Jakie jest najważniejsze miejsce w domu podczas świąt? Oczywiście, rodzinny stół! Warto zadbać o to, by był lśniący i przygotowany na przyjęcie gości już kilka dni przed nadchodzącą Wielkanocą. Codzienny obrus powoli zamieniam na świąteczny, przy okazji przeprowadzam „próbę generalną” wielkanocnego wystroju. Wcześniej nie obejdzie się bez wyczyszczenia stołu odpowiednim środkiem i wypolerowania go miękką, chłonną ściereczką ( oczywiście Practi Maxi Paclan na poręcznej rolce).

Piątek, 10 kwietnia: Centrum wielkanocnego dowodzenia to bez wątpienia kuchnia. Upewniam się, że mam wszystko, czego potrzebuję, bo w trakcie świątecznych dni możliwość uzupełnienia zapasów często graniczy z cudem. Potrawy, które wymagają wcześniejszego przygotowania, już dziś goszczą w kuchni, by za dwa dni cieszyć swoim smakiem i aromatem wszystkich, którzy zasiądą za wielkanocnym stołem.

Sobota, 11 kwietnia: Co za zapachy! To właśnie dziś pora na wielkie pieczenie  i gotowanie. Niezależnie od tego, czy o świąteczne przysmaki dba sama pani domu, czy zaprasza do kuchni innych członków rodziny, warto pamiętać o kilku prostych zasadach, dzięki którym każda potrawa będzie udana. I tak: przy ciastach nieodzowny jest papier do pieczenia, przy zupach, sosach i sałatkach przydatne mogą się okazać roboty kuchenne, które w krótkim czasie posiekają czy wymieszają wszystkie składniki, a gdy dojdziemy do pieczeni, ani rusz bez foliowego rękawa.

Niedziela, 12 kwietnia: Dziś świętujemy w gronie najbliższych, nie zaprzątając sobie głowy tym, czy wszystko wokół na pewno lśni i jest pięknie podane. Po sytym śniadaniu i wystawnym obiedzie  najlepszym sposobem na relaks jest długi, wiosenny spacer. Oby w tym roku pogoda nie spłatała nam figla.

Poniedziałek, 13 kwietnia: Świętowania czas dalszy, jednak dziś, oprócz delektowania się wielkanocnymi specjałami, można pozwolić sobie na odrobinę szaleństwa. Gdy już tradycji stanie się zadość i w domu pojawią się nieuniknione   w śmigus-dyngus kałuże, z pomocą przyjdzie chłonna  ścierka do podłóg i gumowe rękawice. Taki zestaw najlepiej mieć w pogotowiu już od rana, by nikt z domowników nie zrobił sobie krzywdy na śliskiej powierzchni. Takie zabawy bywają naprawdę bolesne.

Wtorek, 14 kwietnia: Poświąteczne porządki czas zacząć. W pierwszej kolejności robię przegląd tego, co zostało na wielkanocnym stole. Jeżeli nie wszystko zostało zjedzone, na pewno się nie zmarnuje. Grunt to przełożyć świąteczne smakołyki do woreczków do mrożenia i umieść w niskiej temperaturze – w folii najwyższej jakości na pewno zachowają swój smak i aromat przez długie tygodnie.  Z całą resztą świątecznych pozostałości, czyli nieuniknionymi odpadami, można uporać się sprawnie: wystarczy kilka pojemnych i poręcznych worków na śmieci ( niebieski Multitop zawsze pod ręką), by nawet za jednym kursem do kontenera wynieść wszystkie odpady. W domu nie ma już śladu  po Wielkanocy? Ważne, by pozostała wiosenna i rodzinna atmosfera!

497227_chicken_in_broken_egg1

Luty 8, 2009

W domu czy w restauracji?

Filed under: kuchnia — Tagi: , , — Julka @ 11:03 pm

Bardzo rzadko udaje mi się wymknąć na porządny posiłek poza domem, ale w ubiegłym tygodniu plan się powiódł. Może to właśnie z braku wolnego czasu, a może z zupełnie innych powodów, zawsze, gdy jadam poza domem (umówmy się, nie wliczamy w to wizyt w knajpkach fast-food, które czasem ocalają od śmierci głodowej), wszystko smakuje genialnie. W domu, owszem, często udaje wyczarować się coś wyjątkowego, ale wyjście do restauracji to gwarancja prawdziwej uczty dla zmysłów, od przystawki aż po napoje. W piątkowy wieczór chyba pojęłam dlaczego. Otóż przychodzę, siadam, czekam, delektuje się jedzeniem, po czym płacę i grzecznie wychodzę. Nie interesuje mnie, co dzieje się w kuchni i jak to działa, że wszystko podane jest tak doskonale.

A w domu? Cóż… Też przychodzę, ale bynajmniej nie z pustymi rękami. Jeśli posiłek ma być sensowny, dwie siatki ze sklepu to minimum. Później nie siadam, a stoję w kuchi. Gdy wszystko jest już gotowe, też spokojnie nie siadam, bo tu trzeba zebrać naczynia ze stołu, tu przynieść nowe dania, tu komuś dokładkę, a tu się coś rozlało… To wszystko to wbrew pozorom tylko preludium. Prawdziwa zabawa zaczyna się, gdy po takiej uczcie trzeba posprzątać. Składanie, zmywanie, wycieranie, segregowanie. Nim skończę, zapominam już, że zjadłam. Choć w kuchni nie brakuje pomocników (gumowe rękawice, superchłonna Practi Maxi czy wydajne i wygodne czyściki), ale i tak mam wrażenie, że każdy, nawet najlepszy, obiad w domu okupuję ciężką pracą. I może właśnie dlatego daje mi to tyle satysfakcji!

Theme: Banana Smoothie. Blog na WordPress.com.

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.