Ha, pierwsze upieczone samodzielnie ciasto stało się faktem! W sumie nie ma się czym chwalić, zważywszy, że do trzydziestki już naprawdę niedaleko, ale duma mnie rozpiera i nie potrafię o tym milczeć. Wszystko poszło jak po maśle: przeczytałam co trzeba, zakupiłam co trzeba, trzymałam się planu i udało się dobrnąć szczęśliwie do końca. Gdy dzieło było już w piekarniku, co minutę z lękiem spoglądałam, czy aby przypadkiem się nie przypala (niejednego się nasłuchałam o przywieraniu do blachy i tym podobnych atrakcjach), ale poczciwy Paclan zrobił swoje. Jeszcze na zakupach byłam pewna, że papier do pieczenia to fanaberia nadgorliwych pań domu, ale krojąc z uśmiechem na twarzy swój pierwszy biszkopt – zwracam honor! Wyposażenie to podstawa! Zwłaszcza, jeśli brak wybitnych kulinarnych umiejętności.
